Relacja jest tłumaczeniem ze strony Helmuta Pilhara.


Drodzy przyjaciele Germańskiej!
Z reguły komentarz znajduje się pod koniec relacji. Dzisiejszą relacją rozpoczynam również krótkim wstępem.
Po pierwsze: nie ma żadnych „złośliwych“ wirusów. „Instytutut Paula Ehrlicha i Pasteura”  nie ma na to żadnego dowodu. Na marginesie: to Pasteur „wymyślił” ich istnienie. Tak, tak, wymyślił. Ponieważ w czasie gdy żył, nie znany był jeszcze mikroskop elektronowy i w związku z tym pod mikroskopem optycznym nie było możliwe zaobserwowanie drobnych ustrojów mniejszych od bakterii. Pasteur założył, że żyjątka mniejsze od bakterii istnieją i powodują  „choroby”.  Kilka lat temu, w oparciu o jego prywatne zapiski, Pasteur został zdemaskowany jako oszust naukowy.
Po drugie: w naturze nie istnieje nic „złośliwego”!  
A ponieważ jesteśmy częścią natury, to również w naszych organizmach nie może być nic „złośliwego”. Ten podział na „dobro/zło”, na poziomie biologii, jest zwykłym wymysłem i nieprawdą. Znając Germańską możemy to sprawdzić na samym sobie w prosty sposób.
W przyrodzie  wszystko jest potrzebne i sensowne, gdyż natura  nie zna czegoś takiego, jak "dobro i zło.
Po trzecie: Nie możemy się od nikogo niczym zarazić! Możemy jedynie w tym samym czasie przeżywać podobne stany, względnie znajdować się w SBS-ie tego samego rodzaju. Mikroby/ mikroorganizmy/drobnoustroje tylko towarzyszą SBS-owi i pomagają organizmowi aby faza pcl miała optymalny przebieg i abyśmy po jej zakończeniu wrócili do stanu sprzed DHS-u. A jeszcze dokładniej formuując: drobnoustrojue dbają o optymalne zredukowanie niepotrzebnej już tkanki, która narosła w fazie aktywnej, bądź dbają o wypełnienie ubytków powstałych również w aktywności konfliktu (w fazie aktywnej). Ze strony drobnoustrojów nie czyha na nas żadne niebezpieczeństwo. To nie strażak gaszący pożar jest niebezpieczny! On musi tylko w porę zjawić się w miejscu pożaru! Jeżeli jednak organizm jest "wyjałowiony"z mikrobów wskutek przesadnej higieny, to może posłużyć się obcymi mikrobami, ale tylko takimi, które pasują do SBS-u, jaki dana osoba właśnie przechodzi... Łatwo można sobie wyobrazić, że w naturze nie ma miejsca, które byłoby „sterylne” (= bez życia). Zawsze żyjemy razem z mikrobami. Odgraniczanie mikrobów i robienie z nich czegoś złego jest absurdem. To niemożliwe, tak samo, jak niemożliwe jest odizolowanie się od innych istot żywych naszej planety.
AIDS, BSE *choroba szalonych krów“, ptasia- i świńska grypa ... wszystko to oszustwo!
Po czwarte: wprawdzie istnieją wysoce trujące substancje – jednakże nie powodują one raka! Jako przykład może posłużyć białaczka, która wbrew twierdzeniu medycyny akademickiej, nie jest wcale żadną oddzielną „chorobą”, którą można „zwalczyć”, co przynajmniej twierdzi panująca medycyna. Białaczka jest zawsze objawem wagotonii!
Mamy na to łatwe do prześledzenia dowody:
Pierwszym dowodem jest sama Germańska, która do dziś nie została sfalsyfikowana naukowo! Według Hamera białaczka jest objawem wagotonii po przebytej anemii (niedokrwistość, która jest również symptomem). My, zwolennicy Germańskiej, mówimy o „szczęściu białaczkowym”, według motta: na szczęście udało mi się już rozwiązać swój konflikt utraty własnej wartości. W innm przypadku aktywność trwałaby dalej, co spowodowałoby nagromadzenie się jeszcze większej masy konfliktowej (większe ubytki w kościach i głębsza anemia).
Poza tym: u dzieci z Czernobylu, diagnozowano „białaczkę” dopiero po ustaniu radioaktywnego promieniowania (to promieniowanie spowodowało najpierw anemię wskutek zniszczenia tkanki kostnej). Skutki promieniowania można porównać do skutków zatrucia i to nie ma nic wspólnego z „czynnikem rakotwórczym”. Dopiero po ustaniu działania tego wyniszczającego czynnika, organizm mógł rozpocząć naprawę. Tym biednym dzieciom aplikowano tzw. „terapię systemową” w postaci wysoko dawkowanej chemii a media temu jeszcze przyklaskiwały. Z naszego punktu widzenia jest to czyste szaleństwo. Zakiej „terapii” nikt nie może przeżyć!
Następnym dowodem jest „oświadczenie pacjenta”, które sterowany przez media i wprowadzony w błąd „chory na raka” dobrowolnie podpisuje, akceptując tym samym, że chemia i przede wszystkim radio-„terapia”, może spowodować białaczkę.  Nawet w „uznanej” medycynie i w oczach nadskakujących jej polityków, wysokich głów kościoła, czy medialnych guru, podejrzewa się, że chemia jest „rakotwórcza”! Większość lekarzy odmawia  zastosowania tego rodzaju terapii na samych sobie, ale na strwożonych paniką przed rakiem pacjentów wywierają nacisk i cieszą się, jak uda im się namówić kolejnego nieświadomego "chorego" do tej śmiercionośnej „terapii".
Po piąte: nie ma również czegoś takiego jak „przerzuty”! Te domniemane „wędrujące” po całym ciele komórki, po prostu nie istnieją. Każdy „przerzut” jest niczym innym jak symptomem kolejnego konfliktu biologicznego z odpowiednim Ogniskiem Hamera w mózgu. I to jesteśmy w stanie udowodnić.  W ten sposób jest nam możliwe przedstawienie dowodu na to, że biedni pacjenci umierają właśnie z winy „uznanej oficjalnie terapii” stosowanej przez „lekarzy”, „specjalistów”, „autorytetów medycznych”, „renomowanych ekspertów” (którzy sami przyznają, że nie znają przyczyny choroby). To właśnie z powodu tej nieludzkości pacjenci umierają, ponieważ nie mając o niczym pojęcia (nie znają zależność Germańskiej) przeżywają jeden konflikt po drugim. „Pan ma raka!” Od tego momentu człowiek ten zaczyna być człowiekem „na krótki czas”! Co robić dalej? Co stanie się z moją rodziną, z moimi dziećmi, moją żoną? Jak powiem to innym? Co stanie się z moją hipoteką? Biedni pacjenci wpadają w głębokie czarne dziury! W rzeczywistości w większości wypadków ten „nieświadomy biedak” znajduje się w już fazie pcl, która bez wywoływania paniki, najczęściej zakończyłaby się przeżyciem i powrotem do zdrowia pacjenta (udowodniły to wyniki badań Marca Frechet’a, który w "Villejuif"->  dzielnica żydowska w Paryżu, pokazał na przykładzie pacjentów z którymi przez 9 lat pracował i z których 85% przeżyło). Ten zniewalający nas system, który nie ma ciepłego słowa dla tych biednych ludzi, osiąga z każdym naszym cierpieniem coraz większy zysk i na dodatek pokazuje nam jeszcze dumnie ten „wzrost” prawie codziennie we wiadomościach telewizyjnych: „...dzisiaj znowu zmarło 1500 z powodu złośliwych przerzutów” – co z reguły oznacza 1500 razy zwiększenie obrotu...
Czy odkrycie doktora Hamera nie powinno wywołać w świecie radosnego okrzyku: „Nareszcie, co za ulga!”
Wyobraźcie sobie: na ziemi nie ma niczego złośliwego, nie ma żadnych złych wirusów, czy przerzutów! Nawet tzw. rakotwórcze czynniki stanowią wielki znak zapytania, gdyż nie można tego jednoznacznie udowodnić. Poza tym nie możemy się nawet zarazić jakimiś zarazkami! Jak przyjemnie i radośnie wówczas by się żyło. Nareszcie przebudzilibyśmy się z tego koszmarnego snu, nareszcie zakończyłby się czas „zabobonów i tyranii”.
Dlaczego ta wieść nie jest rozpowszechniana w świecie, tylko się ją zwalcza? Dobrze wiecie dlaczego!
Zastraszony naród można łatwiej kontrolować a „cielaczki same szukają swoich rzeźników”.
Ale pora na relację, która mogłaby również spowodować okrzyki oburzenia z wielu powodów. Napisał ją miły  „psycholog”, który zaczął jeść mięso, mimo, że z przekonania był wegetarianinem.
 Problem strachu o rewir u córki spowodował u jej ojca program na tkance miąższowej płuc.
Przez Germańską do jedzenia mięsa jako lekarstwo.
Genialną, kochaną Germańską Nowa Medycynę szanuję jako centralne źródło rozpoznania dla wspierania zdrowia oraz wielu dodatkowych aspektów życia. Aby uchronić moich bliskich przed agresją panującej medycyny już dawno poinformowałem ich o Germańskiej. Ale każdy sam powinien ją zrozumieć.
W czasie, gdy wydawało mi się, że moi bliscy w miarę zrozumieli Germańską, [dokładnie chodzi tu o jego córkę, najprawdopodobniej powód jego konfliktu] niespodziewanie dowiedziałem się od swojej córki przez telefon, że z powodu wypluwania krwią zotała przewieziona do kliniki, ale wyniki prześwietlenia rentgenologicznego są OK. Powiedziałem jej, że natychmiast powinna uwolnić się od kroplówki i opuścić klinikę.
Ona jednak została tam, żeby następnego dnia miała zrobić bronchoskopię. Krótko potem otrzymałem od lekarza (siejącego histeryczny strach) telefon, że moja córka powinna być natychmiast przetransportowana do Kliniki specjalizującej się w chirurgii klatki piersiowej, ponieważ istnieje niebezpieczeństwo, że się wykrwawi. Czułem w słuchawce, jak zdenerwowało go, że nie dałem się ponieść tej panice i pozostałem spokojny.
Mimo presji lekarza, wystraszonego przyjaciela córki i wystraszonej jej matki, udało mi się jakoś przeciągnąć w czasie sprawę, żeby przy pomocy Germańskiej wypracować jakąś sensowną strategię. Którejś nocy uświadomiłem sobie, że po zakończeniu aktywności (CL) jakiegoś, nienazwanego przez córkę konfliktu typu „strach o rewir“, musiało dojść do oderwania się nabrzmiałego nabłonka płaskiego błony śluzowej przewodów oskrzelowych, co spowodowało krótkotrwałe wykaszlanie śluzu z krwią.
Przy pierwszej i następnych bronchoskopiach widoczny był tylko zakończony obrzęk, który się nie powiększał.
Znając Germańską, odważyłem się przepowiedzieć - na przekór lekarzom malującym straszne prognozy - że z powodu wagotonii nie dojdzie już do żadnego krwawienia; w najgorszym wypadku może dojść do zamknięcia światła tego dotkniętego gałęzia oskrzela, co jednak nie doprowadzi do zgnicia niedopowietrzonego obszaru płuc (psychiatra i filozof Karl Jaspers dożył 84 lat i odnosił sukcesy z taką właśnie atelektazą). Nie doszło nawet do obawianej „grypalnej infekcji”.
Cieszyłem się jednak  za wcześnie. Po przetransportowaniu córki do Kliniki miałem nadzieję, że obejdzie się bez interwencji chirurgicznej, ponieważ cały tydzień nie było żadnego krwotoku, ani nie doszło do zwiększenia obrzęku i zamknięcia oskrzela.
Mimo tego, nie byłem w stanie wyperswadować swojej córce przeprowadzenie biopsji. Po tym, jak zostało wyciętej z oskrzela więcej tkanki jak uzgodniono, lekarze zaczęli się upierać, że nie mogą „tej budowy” teraz tak zostawić. Przynależne do ekspandującej Kliniki laboratorium dostarczyło wyniki badania: Mucoepidermoid carcinoma (rak nabłonka płaskiego błony śluzowej) w początkowym stadium.
Nie wierzyłem w te czary mary i byłem przeciwny operacji – jednak znajdowałem się na absolutnie przegranej pozycji. Mimo jasnego zrozumienia sprawy  przez pryzmat Germańskiej byłem zupełnie sam. Przyjaciel mojej córki unikał aranżowanych spotkań z moimi znajomymi posiadającymi wiedzę Germańską, jakgdyby byli oni w jakiejś sekcie.
W fazie operacji musiałem opanowywać swoje agresywne napady [przyp.: ma tutaj na myśli własną agresję przeciwko lekarzom],  ponieważ nie mogłem uchronić swego dziecka przed zamaskowanymi kroicielami; moja instynktowna i logicznie prawidłowa, elementarna potrzeba ochrony mego dziecka, była naruszona. Córka u kresu jej młodego życia doświadczyła sama, że nie jest informowana otwarcie i szczerze przez lekarzy specjalistów.
Czułem, że czeka mnie ciężki okres, szczególnie w nadchodzącej zimie.
Były również jasne momenty: druga biopsja, zrobiona przez niezależne laboratorium, niestety dopiero po przeprowadzonej operacji, wykluczyła obecność złośliwego narośla i tym samym zaprzeczyła wynikowi badań pierwszej biopsji, wskutek której doszło do chirurgicznej interwencji. Lekarz który przedstawił tę drugą diagnozę zareagował złością, jak się dowiedział, że jest już po opreracji i że to drugie badanie zostało przeprowadzone na mojä własną rękę.
Wygląda na to, że aby móc operować, posunięto się do oszustwa.

Moja córka po jakimś czasie pomału zaczęła  wchodzić w normalne życie i później znowu podjęła pracę.
Zgodnie z rozpoznaniami Germańskiej z powodu polepszania się sytuacji u córki, zacząłem chorować i to trwało wiele tygodni. Ale istniały jeszcze inne czynniki osłabiające.  Jak córka zaczęła już zupełnie dobrze funkcjonować, to wszedłem w gorącą fazę: silne nocne poty trwające tygodnie, w ciągu 2 tygodni straciłem 8 kg, nareszcie miałem uczucie, że nie muszę już walczyć  (co z tego, że wiesz o co chodzi, jeżeli mimo pozytywnych starań wynikających z prawidłowego instynktu, wiedzy i sumienia jesteś i tak ignorowany!). Jednak nie ugiąłem się naciskowi lekarzy, którzy proponowali mi przyjęte procedury leczenia.
W  pewnym momencie wagotonii mojej gruźlicy dostałem nieznaną  mi dotąd ogromną ochotę na mięso, a byłem przecież wegetarianinem  z przekonania. Tylko z powodu zrozumienia Germańskiej byłem w stanie zaspokoić tego rodzaju głód mojego organizmu. Jeżeli organizm instynktownie żąda mięsa, po to, żeby móc wrócić do tego zwariowanego świata, to trzeba to „lekarstwo zeżreć“.
Uświadomiłem sobie swój konflik: bałem się, zarówno fizycznej, jak i zawodowej śmierci swojej córki. Jednak będąc w aktywności konfliktu, wyparłem strach ze świadomości, również z uwagi na rodzinę i koncentrowałem uwagę na swojej pracy zawodowej. Najpierw tylko straciłem kondycję, aż w końcu nie mogłem wogóle pracować. Mój organizm był szczery; na podstawie objawów musiałem sam przed sobą przyznać, że przeżyłem konflikt „strach przed śmiercią”.   
Występujące przy gruźlicy i opisywane w medycynie zmiany osobowości, jestem w stanie wytłumaczyć obecnością konstelacji. Miałem jeszcze jeden stary konflikt typu „kęs”, który co jakiś czas wchodzi w aktywność. Przy kombinacji z konfliktem „strach o życie” znajduję się w konstelacji pnia mózgu. [przyp.: konsternacja]. Aby móc wyjść z tego zmienionego stanu psychicznego, czy żeby jakoś sobie z nim poradzić, próbuję nad sobą pracować i dzisiaj znowu mogę łatwiej zrezygnować z mięsa. Kartografia Germańskiej daje w takich kryzysach, względnie konstelacjach, właściwe punkty zaczepienia, w jakich okolicznościach można ćwiczyć odmawianie jedzenia mięsa.
Viva la medicina sagrada!
Dziękuję za Germańską Nową Medycynę!

***

Komentarz
Ojciec, który w walce o swoje dziecko był ignorowany przez całą swoją rodzinę i z tego powodu zachorował!
Podczas fazy wagotonicznej sterowanej przez mózg archaiczny zawsze ma miejsce gruźlica (jeżeli osobnik nie żył w przesadnej higienie).
Mamy nie tylko gruźlicę płuc, istnieje również gruźlica wątroby, nerek (objaw: białko w moczu), skóry, itd. Podczas każdej gruźlicy organizm traci wiele białka, które powinno być uzupełniane wysoko-białkowym pożywieniem. Pacjent ma wówczas ogromny apetyt, jest jednak bardzo słaby i zmęczony. W tym czasie pacjenci mają szczególny apetyt na pożywienia zawierające dużo białka! Około 1900 roku występowanie gruźlicy było nagminne i takcy biedni chorzy, którzy z powodów czysto finansowych nie mogli pozwolić sobie na  zjedzenie mięsa, jeden po drugim umierali. W owym czasie nazywano gruźlicę chorobą biednych ludzi.
W przeciwieństwie do tego, bogaci, którzy mogli sobie pozwolić na mięso i byli odżywiani wysokobiałkowo, przeważnie wracali do zdrowia (znany kurort Davos w Szwajcarii)
W średniowiecznej medycynie akademickiej z jej zabobonnym sposobem rozumowania i z jej strachem przed niewidocznym złem (diabeł, wirusy, wędrujące po ciele cele, itd.) trzeba  ją zgłaszać Centralnemu Rejestrowi Chorych na Gruźlicę i szczególnie przy gruźlicy płuc zmusza się nawet pełnoprawnych dorosłych (a więc nie tylko niepełnoprawnych dzieci)  do leczenia w izolcji i/albo chemią (tuberkuloze-statika).
Czyż powyższa relacja nie pokazuje wyraźnie, że gruźlica płuc jest objawem wagotonii i nie ma nic wspólnego z czymś „złym”!
Szczególnie interesującym aspektem jest fakt, że wegetarianin z przekonania doszedł do wniosku, że musi jeść mięso, ponieważ jego organizm się tego „domaga”. Tym samym dał pierwszeństwo biologii, a nie „teorii” chcenia być wegetarianinem.
Czyn karygodny dla wegetarian?!

germańska dotyczy

okresu życia od momentu zapłodnionego jaja i kończy się ze śmiercią osobnika. Nie zajmuje się tym, co było przed poczęciem ani co będzie po jego śmierci. Dr Hamer nie wypowiada się na ten temat. Ogranicza się do tego, co może udowodnić. Jeżeli szukacie biologicznego konfliktu, to zawsze takiego, który wydarzył się w tym życiu!

uczymy się dla siebie

Program Kształcenia w Germańskiej Heilkunde przeznaczony jest dla osób spoza działalności terapeutycznej.
Naszą grupą docelową jest komórka rodzinna.
Włączanie Germańskiej w jakąkolwiek alternatywną tzw. terapię, prowadzoną przez absolwentów naszego Programu Edukacyjnego powoduje wyłączenie z naszej społeczności Germańskiej oraz zablokowanie dostępu do naszego portalu.

nic ci nie dolega?

Tym lepiej!!
Zacznij naukę już teraz!
Tylko w porę zdobyta wiedza umożliwia świadome korzystanie z
Germańskiej Heilkunde.
Jak zostaniesz postawiony przed groźnie brzmiącą diagnozą, będzie Ci ciężko zacząć się uczyć...
1998-2020 Germanische Heilkunde
VIVA LA MEDICINA SAGRADA!
© ® Dr.med. Mag.theol. Ryke Geerd Hamer


Your IP: 18.207.129.82
Zaloguj się
Proszę czekać, autoryzuję ...
×
21 ip check